System weryfikacji autentyczności leków wprowadzony w całej Europie, miał zapobiec wprowadzaniu do obrotu sfałszowanych leków. Po kilku latach od jego wprowadzenia nadal jednak problem ten istnieje, a przez pandemię wręcz przybrał na sile. 

– Nie ma takich państw na Ziemi, które byłyby całkowicie wolne od przestępczości farmaceutycznej i od sfałszowanych leków. Oczywiście on jest zupełnie inny w krajach rozwijających się, inny w Unii Europejskiej czy w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie. Zwykle im kraj biedniejszy, im większe problemy ekonomiczne, tym więcej sfałszowanych leków oraz tym więcej przestępczości farmaceutycznej – mówił profesor Zbigniew Fijałek z Pracowni Farmacji Kryminalistycznej WUM w programie „Kwadrans z Farmacją”, którego partnerem jest portal Leki.pl.

Profesor Zbigniew Fijałek z Pracowni Farmacji Kryminalistycznej WUM (fot. mgr. farm).
Profesor Zbigniew Fijałek z Pracowni Farmacji Kryminalistycznej WUM (fot. mgr.farm).

Z jego słów wynika, że są takie miejsca na świecie, gdzie poziom sfałszowanych leków sięga nawet 60%. Dotyczy to szczególnie miejsc, gdzie toczą się konflikty zbrojne czy są bardzo duże problemy z utrzymaniem praworządności. 

REKLAMA
REKLAMA

Dziury w systemie weryfikacji leków

Zdaniem eksperta wprowadzony kilka lat temu w całej Europie system weryfikacji autentyczności leków pozostawia wiele do życzenia. Chociażby dlatego, że dotyczy on tylko leków na receptę – pomijając pozostały asortyment aptek. 

Przypomnijmy, że system ten opiera się na tzw. serializacji. Każde opakowanie legalnie wyprodukowanego leku ma nadawany indywidualny i niepowtarzalny kod. W momencie wprowadzenia leku do obrotu kod ten jest wysyłany do europejskiej bazy. Na kolejnych etapach procesu dystrybucji, kod ten jest weryfikowany. Ostatnim etapem jest sprzedaż produktu w aptece, gdzie kod jest wycofywany z bazy. Jeśli na którymś etapie weryfikacji okaże się, że kodu nie ma w bazie, jest to sygnał, że lek jest sfałszowany. Problem w tym, że mimo wdrożenia kilka lat temu, system nadal działa tylko w kilku krajach. Pojawiają się w nim też dziury.

Założenia tego systemu miały być takie, że te wszystkie kody miały być skanowane na każdym etapie drogi leku od wytwórcy do finalnego odbiorcy, czyli do pacjenta. Niestety potem okazywało się, że poszczególne grupy, które biorą udział w transporcie leków twierdziły, że mają za dużo pracy, że to za dużo kosztuje. Każda hurtownia farmaceutyczna, przez którą przechodzą leki, miała skanować wszystkie kody. Oczywiście są to nieraz setki tysiące leków dziennie. W związku z tym wprowadzono tak zwaną serializację masową, czyli jeden kod na paletę. To powoduje, że nikt nie skanuje tak naprawdę tego, co jest w środku, co jest w palecie i to oczywiście daje możliwość przestępcom wprowadzania w ten sposób sfałszowanych leków do legalnej sieci dystrybucji – twierdzi profesor Zbigniew Fijałek.

Podobnie sytuacja wygląda w szpitalach. Gdy wprowadzano w nich system okazało się, że średniej wielkości szpital wydaje tyle leków dziennie, że w zasadzie każdy z nich powinien zatrudnić co najmniej jedną osobę w aptece tylko do skanowania kodów.

– W związku z tym nieraz jest też tak, że przychodzi paczka do szpitala składem zbiorczym i skanowany jest kod zbiorczy no i znów to powoduje to, że ten system tak naprawdę nie jest w 100% szczelny. Ale chyba nie ma systemów, które byłyby szczelne zawsze i wszędzie – mówi ekspert.

Fałszywe szczepionki przeciw COVID-19

Jako dowód problemu wskazuje na sytuację, która zdarzyła się w kwietniu w Niemczech. Do jednego z punktów szczepień w Bielefeld przyszła przesyłka ze szczepionkami przeciw COVID-19. Było to około 300 fiolek leków.

– Z jakiegoś powodu, nie zostały zeskanowane. Wstawiono je do lodówki i zostali nimi zaszczepieni pacjenci. Nikt na to nie zwrócił uwagi. Dopiero jeden z pacjentów był ciekawy czy seria, którą został zaszczepiony jest w bazie. Sprawdził tę serię i okazało się, że tego numeru nie ma w ogóle w bazie danych. Potem po zawiadomieniu Instytutu Pasteura w Niemczech, który odpowiada za szczepionki, okazało się, że w ogóle nie ma takiego numeru serii, a wytwórca potwierdził, że w ogóle nie wyprodukował takiej serii. Inaczej mówiąc, to były na pewno szczepionki sfałszowane – opowiada Fijałek.

Zdaniem eksperta stworzenie systemu całkowicie bezpiecznego jest niemożliwe – szczególnie kiedy w grę wchodzi czynnik ludzki i celowe działania przestępcze.

Problematyczna utylizacja leków

Profesor Zbigniew Fijałek w programie „Kwadrans z Farmacją” zwrócił też uwagę na problem związany z utylizacją leków – a w zasadzie brak nadzoru nad nią.

– Zajmowaliśmy się tym problemem przez ostatnie 2 lata. Nadzór nad utylizacją leków jest niestety bardzo dziurawy. W związku z tym bardzo wiele leków, które powinny być zniszczone, z różnych względów, niestety nie jest niszczone i trafia do wtórnego obiegu – mówił ekspert.

W jego ocenie obecnie inspekcja farmaceutyczna nie ma nawet narzędzi, by zapobiegać tego typu sytuacjom.

– Prawo farmaceutyczne, jeśli chodzi o utylizację leków, które z jakiegoś powodu były źle wyprodukowane, w zasadzie kończy się na tym, że firma musi mieć dokumenty, że przekazała te produkty do utylizacji, w momencie, kiedy one wychodzą z fabryki. W zasadzie nadzór nad tym co dzieje się dalej jest praktycznie żaden i dotyczy to nie tylko szczepionek – mówił Fijałek.

Efekt tego jest taki, że wiele leków, które powinny być zutylizowane, finalnie trafia do drugiego obiegu. Jest to zarówna legalna sieć dystrybucji, ale w większości przypadków trafiają na bazary lub do internetu.

Przestępstwa okresu pandemii

Wybuch pandemii COVID-19 wpłynął stymulująco na wiele działań zorganizowanych grup przestępczych, związanych z rynkiem leków, suplementów diety i wyrobów medycznych.

– Mamy wiele informacji z ubiegłego roku o tym, jak przestępcy wprowadzali do obrotu, i to do legalnego obrotu, bardzo duże ilości sfałszowanych wyrobów medycznych. Mam tu na myśli maseczki, ale były też informacje o respiratorach. Przy czym w przypadku wyrobów medycznych to najczęściej trudno nawet mówić o fałszowaniu samego wyrobu. Są fałszowane certyfikaty – wyjaśniał ekspert.

Na początku roku na czarnym rynku pojawiały się też sfałszowane szczepionki przeciw COVID-19. Takowe próbowano nawet sprzedać organom Komisji Europejskiej.

– Zaproponowano sprzedaż 400 milionów szczepionek za 3 miliardy dolarów. I nie bardzo było wiadomo, kto je sprzedaje, jak również i co może wydawać się śmieszne, ale nie było wiadomo jakiej firmy miała być ta szczepionka. Te negocjacje toczyły się na bardzo dziwnych szczeblach, w związku z tym dosyć szybko okazało się, że prawdopodobnie jest to jakaś duża organizacja mafijna, która chciała po prostu zarobić, nie mając w ogóle żadnych szczepionek – zdradził Zbigniew Fijałek.

Cyberprzestępczość farmaceutyczna

Ekspert podkreśla, że w minionym roku zanotowano też znacznie więcej przestępstw związanych z internetem. Polegały one na oferowaniu określonych produktów leczniczych, których w rzeczywistości „sprzedający” nie posiadał. W momencie wpłacenia pieniędzy, taki „sprzedający” znikał. Takie sytuacje dotyczyły m.in. wszystkich doniesień naukowych dotyczących nowych leków, które miały leczyć COVID-19.

– Jeżeli pojawiają się jakieś informacje z agencji rejestracyjnych, że kolejne leki zostają zatwierdzone do stosowania, od razu pojawia się oferta ich zakupu w internecie. Bardzo dużo takich ofert jest w darknecie, ale również w internecie jest ich sporo i niestety coraz więcej pojawia się takich ofert na różnego rodzaju portalach społecznościowych. Takie oferty są na Ebay’u, na Amazonie, czyli tam, gdzie bardzo wiele osób kupuje różne rzeczy – mówił ekspert.

Coraz częściej tego typu oferty można znaleźć też w mediach społecznościowych, m.in. w grupach na Facebooku. Oszuści wykorzystują w takich sytuacjach podstawione osoby, które zachwalają lek, po to, by zainteresować nim potencjalne ofiary.

– Pojawiają się relacje osób przekonujących, że pomógł im i rodzinie… Tych opinii jest bardzo dużo i to powoduje, że coraz więcej osób zaczyna dany produkt nabywać. Oczywiście najczęściej są to zupełnie bezwartościowe produkty, które nie mają żadnego zastosowania w terapii – mówi Zbigniew Fijałek.