25 czerwca obchodzimy Światowy Dzień Bielactwa. Jest to inicjatywa skierowana do budowy globalnej świadomości na temat tej choroby. To również wezwanie do solidarności z osobami chorymi, uczulenie na ich problemy, oraz walka z  uprzedzeniami i stygmatyzacją tych ludzi.

Bielactwo dotyczy 1-2% populacji na świecie i dotyka wszystkich ras, bez wyjątku. Częstość zachorowania zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn jest zbliżona. Choroba ma swój początek zwykle między 20. a 30. rokiem życia. U ponad połowy pacjentów pierwsze objawy występują przed 20. rokiem życia. Badania wykazały, że u jednego na czterech pacjentów dotkniętych tą chorobą występuje dodatni wywiad rodzinny. Zaobserwowano również współistnienie bielactwa z chorobami o podłożu autoimmunologicznym np. schorzeniami tarczycy (choroba Hashimoto), chorobą Addisona, miastenią, cukrzycą, łysieniem plackowatym czy niedokrwistością sierpowatokrwinkową. Może pojawiać się także w przebiegu czerniaka złośliwego i jest to wtedy uznawane za korzystny efekt związany ze skutecznością odpowiedzi obronnej organizmu na komórki nowotworowe [5].

Czym jest bielactwo? 

Wyróżnia się dwa rodzaje bielactwa: wrodzone oraz nabyte. To pierwsze (albinizm) pojawia się już w momencie przyjścia na świat i utrzymuje się przez całe życie. Przyjmuje postać częściową lub uogólnioną. Osoby zmagające się z tą chorobą mają bardzo jasną cerę, białe rzęsy, brwi i włosy. 

REKLAMA
REKLAMA

Bielactwo nabyte (vitiligo) jest przewlekłą dermatozą objawiającą się odbarwionymi plamami pozbawionymi prawidłowych komórek barwnikowych (melanocytów) oraz barwnika (melaniny). Oznaki choroby pojawiają się najczęściej na dłoniach, twarzy, nogach, w okolicach rzęs i włosów. Schorzenie może dotyczyć również owłosionej skóry głowy, błon śluzowych oraz aparatu paznokciowego. Do ujawnienia się choroby wystarczy, aby odziedziczyć „nieprawidłowy” gen tylko od jednego z rodziców (w przeciwieństwie do wrodzonego, gdzie dziedziczy się gen zarówno od matki jak i od ojca). Odbarwienia stają się bardziej wyraźne wiosna i latem i w odróżnieniu od pozostałej skóry się nie opalają się. Chorobie tej nie towarzyszy świąd ani pieczenie, nie jest ona też zaraźliwa. Chory niestety odczuwa jednak dyskomfort psychiczny, związany z wpływem bielactwa na urodę [1,2].

Leczenie bielactwa

Zaobserwowanie zmian o charakterze bielactwa (pojedyncze plamy z ciemniejszą otoczką) powinny skłonić nas do wizyty u lekarza rodzinnego lub dermatologa. Może zlecić on badanie histopatologiczne skóry. W momencie stwierdzenia bielactwa specjalista wybierze odpowiednią metodę terapeutyczną, a im szybciej podejmie się terapię, tym bardziej zadowalające efekty można uzyskać. Dostępne warianty leczenia dadzą bowiem rezultat tylko w przypadku podjęcia leczenia we wczesnym stadium choroby. 

W walce z bielactwem wykorzystuje się wiele metod, ponieważ nie ma jednego, skutecznego środka, którym można wyleczyć tę chorobę.                    

Najczęstszym sposobem leczenia są naświetlania promieniami UV, w tym światłem słonecznym (fotochemioterapia PUVA). Metoda ta łączy miejscowe i doustne podanie leku (psolarenu), z jednoczesnym naświetlaniem promieniami UVA. Jedynie regularne zabiegi są w stanie przynieść oczekiwany rezultat. Wykonywane są one dwa razy w tygodniu przez co najmniej pół roku. U około 70% pacjentów poddanych fotochemoterapii następuje pobudzenie pigmentacji skóry, a u około połowy z nich dochodzi do częściowego ustąpienia plam bielaczych na skórze.

Terapia PUVA stosuje się u pacjentów powyżej 12. roku życia. Niestety, jej długotrwałe stosowanie zwiększa ryzyko rozwoju nowotworów skóry. Dlatego częściej wybiera się inne metody leczenia naświetlanie promieniami UVB, laseroterapię, lub miejscowe stosowanie maści z glikokortykosteroidami (np. Cutivate, Dermovate), oraz inhibitorami kalcyneuryny (takrolimusem Protopic czy pimekrolimusem Elidel).

Do metod leczenia bielactwa należy również mikrotatuaż, dermabrazja, krioterapia i depigmentacja. W zaawansowanej chorobie możliwa jest również implantacja melanocytów pobranych z okolic zdrowej skóry w obszary skóry odbarwionej lub przeszczep naskórka. Polega on na wytworzeniu za pomocą specjalnego aparatu ssącego pęcherzy, które umieszczane są na odbarwionej plamie na skórze. W okresie około 60 dni dochodzi do zabarwienia zmiany bielaczej [6,7].

Nadzieja na walkę z bielactwem

Trwają liczne badania kliniczne weryfikujące zastosowanie leków z różnych grup terapeutycznych i o różnym mechanizmie działania, w tym iniekcji doogniskowych triamcynolonu (glikokortykosteroid), apremilastu (stosowanego głównie w łuszczycy) inhibitorów JAK (mających zastosowanie w leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów) czy latanoprostu i bimatoprostu (stosowanych w leczeniu jaskry). Należy podkreślić, że w każdym przypadku lekarz podejmuje decyzję, jaką terapię wybrać po uwzględnieniu wskazań oraz przeciwwskazań do stosowania poszczególnych metod [3,4,8].

Wskazówki dodatkowe

  1. Ochrona przeciwsłoneczna poparzenie słoneczne nie sprzyja leczeniu, a tylko pogarsza objawy bielactwa. Wskazana jest aplikacja kremu nawet przy zachmurzonym niebie, a także po pływaniu w wodzie czy spoceniu się. Zdrowa skóra, która zawiera barwnik po ekspozycji na słońcu, stanie się ciemniejsza. W związku z tym różnica między nią a skórą ze zmianami bielaczymi będzie bardziej wyraźna (czytaj także: Ochrona przed słońcem, czyli po co nam filtry przeciwsłoneczne?). 
  2. Odpowiednia odzież ochronna wykonana z naturalnych materiałów (np. len), chroniąca ciało przed słońcem (czytaj także: Skuteczne leczenie oparzeń skóry).
  3. Nie powinno wykonywać się tatuaży – może dojść do tzw. efektu Koebnera. Polega on na tym, że nowe ognisko bielactwa może pojawić się po kilkunastu dniach od momentu zrobienia tatuażu. 
  4. Nie należy korzystać z solarium, ponieważ może dojść do poparzenia skóry (czytaj także: Oparzenia — co stosować, a czego unikać?).
  5. Na rynku dostępnych jest mnóstwo kosmetyków, które mogą w bezpieczny sposób wyrównać koloryt skóry (kosmetyki do makijażu, barwniki do ciała czy samoopalacze). Istnieją również specjalistyczne linie dermokosmetyków (m.in. Pharmaceris z serii V), które służą jako dodatkowa metoda walki z chorobą.  Produkty te zawierają w swoim składzie kwas rozmarynowy. Posiada on właściwości przeciwutleniające i przeciwzapalne. Reguluje również działanie enzymów odpowiedzialnych za tworzenie melanocytów zawartych w skórze, a których brak w zmianach objętych bielactwem. Drugim składnikiem jest tiprolina, która pobudza wzrost naskórka oraz poprawia jego strukturę. Działa również ochronnie podczas ekspozycji na promienie słoneczne [6].

Podsumowanie

Dzięki rozpowszechnieniu tematu bielactwa ze swoją walką z chorobą „podzieliły się” również osoby znane, takie jak polska modelka Kasia Smutniak, która po raz pierwszy opowiedziała o swoich zmaganiach z chorobą dwa lata temu, czy Winnie Harlow, znana na całym świecie czarnoskóra modelka, chorująca na bielactwo, a jednocześnie podbijająca świat mody. 

Bielactwo to bardzo wrażliwy temat. Odbarwienia co prawda nie bolą, ale mogą powodować dyskomfort estetyczny i być przyczyną problemów z samoakceptacją. W związku z tym warto walczyć z uprzedzeniami oraz wspierać osoby, które mierząc się z tą chorobą każdego dnia. Temat przestaje jednak być tabu, a wręcz stał się trendem i powodem do tego, by osoby z „plamkami na skórze” nie czuły się osamotnione w swojej chorobie. Bielactwo powinno być traktowane jako niecodzienna uroda, a nie powód do wstydu.