Syndrom sztokholmski – historia

Historia syndromu sztokholmskiego, czyli sytuacji kiedy ofiara broni swojego kata, sięga 1973 roku. Terminologii tej użył po raz pierwszy psycholog i kryminolog Nils Bejerot. Opisał on bardzo nietypową relację między porywaczami a zakładnikami, którzy nie chcieli współpracować z policja i usprawiedliwiali zachowanie swoich oprawców. Sytuacja dotyczy napadu na bank, w którym dwóch sprawców uwięziło w banku na sześć dni mężczyznę i trzy kobiety. Początkowo po uwolnieniu zakładnicy nie chcieli opuszczać budynku i twierdzili, że to policja jest w tym przypadku oprawcą. Podczas przesłuchań wszyscy zakładnicy solidarnie usprawiedliwiali porywaczy. Co więcej, jedna z porwanych kobiet zaręczyła się ze swoim porywaczem, a uwięziony mężczyzna założył fundację i zbierał pieniądze ma pomóc prawną dla porywaczy [1].

Czym jest syndrom sztokholmski?

Syndrom sztokholmski, znany również jako przywiązanie z pojmania, to stan psychiczny, który jest silną reakcją na stres, który towarzyszy takim sytuacjom jak m.in. porwanie, przebywanie w więzieniu, należeniu do sekty, znęcanie się przez partnera w związku czy szefa w pracy. Objawia się usprawiedliwianiem i poczuciem solidarności ze sprawcą. Co więcej, ofiary często pomagają swoim prześladowcom w uniknięciu kary czy ucieczce przed policją. Aby można było mówić o syndromie sztokholmskim muszą być spełnione następujące warunki:

  • ofiara czuje się zagrożona i uważa, że oprawca jest zdolny do wyrządzenia jej krzywdy;
  • z drugiej strony, oprawca ma odruchy życzliwości i w pewnych sytuacjach jest miły i przyjazny;
  • ofiara wie, że nie ma możliwości ucieczki;
  • ofiara jest izolowana, czuje się bezradna i osamotniona [2].

Dzięki takiemu zachowaniu ofiara odzyskuje pewne pozorne poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Człowiek odruchowo chce przeżyć i jest w stanie zaadaptować się nawet do życia w najgorszych warunkach. W takiej sytuacji również oprawca uspokaja się i staje się milszy dla swojej ofiary.

REKLAMA
REKLAMA

Z syndromem sztokholmskim najczęściej mamy do czynienia podczas:

  • toksycznych związków i osób mocno zdominowanych przez swoich partnerów;
  • osób porwanych i uwięzionych;
  • przemocy domowej;
  • ofiar przemocy seksualnej;
  • zakładników i jeńców wojennych;
  • członków sekt;
  • ofiar mobbingu [1,3].

Postępowanie ofiary

Do wystąpienia syndromu sztokholmskiego, konieczna jest relacja kat-ofiara, która jest oparta na fizycznej i psychicznej przemocy. W przypadku wzburzenia oprawca jest w stanie skutecznie zastraszyć ofiarę grożąc jej nawet śmiercią. Po pewnym czasie ofiara uzmysławia sobie że jej komfort życia zależy od dobrej woli kata, dlatego jest skłonna do podania się. Nie bierze przez to pod uwagę innego wyjścia jak np. ucieczka lub skorzystanie z czyjejś pomocy. Uczy się jak ma się zachowywać, aby unikać sytuacji prowokujących oprawcę. Dodatkowo bardzo potęguje i dobrze zapamiętuje każde dobre zachowanie swojego oprawcy. Wręcz jest mu wdzięczna za możliwość np. wyjścia do toalety czy chwilowy pozorny spokój. Co niepokojące, jest pod tak dużym wpływem oprawcy, że nie dopuszcza do siebie pomocy. Uważa, że inni chcą skrzywdzić i odsunąć od niej oprawcę, co będzie dla niej szkodliwe i nie chce tego [1].

Co ciekawe, nie u każdego nawet w tak ekstremalnych sytuacjach rozwija się syndrom sztokholmski. Są jednostki na tyle silne, że nie chcą się podporządkować oprawcy i są odporne na tego typu zachowania. Są wręcz w stanie cierpieć, nawet umrzeć, byle nie dać się stłamsić i współpracować z katem [2].

Objawy syndromu sztokholmskiego

  • ofiara nie widzi i nie chce dopuścić do siebie, że jest krzywdzona;
  • bagatelizuje i tłumaczy swoją sytuację, że jest tymczasowa;
  • usprawiedliwia i broni swojego oprawcy;
  • boi się o swojego kata i nie chce jego krzywdy;
  • nie jest w stanie odejść od toksycznego partnera lub zmienić pracy w której występuje mobbing,
  • nie wierzy w fakty obciążające sprawcę np. zdradę partnera;
  • agresywnie reaguje na wszelkie próby pomocy z zewnątrz lub pytania o jej relacje z oprawcą [1,3].

Leczenie

  • leczenie ofiary syndromu sztokholmskiego jest trudne i czasochłonne;
  • nie wolno przede wszystkim stosować presji oraz żadnych nacisków na ofiarę;
  • konieczna jest pomoc psychologa lub psychiatry;
  • zapewnienie poczucia wsparcia oraz bezpieczeństwa;
  • nie należy potępiać zachowania ofiary, nawet mimo trudności w jego racjonalnym zrozumieniu;
  • przywrócenie ofierze wiary w siebie i własne możliwości;
  • farmakoterapia jest stosowana w zależności od objawów i pod ścisłą kontrolą lekarza [1].