💡 WAŻNE
Naukowcy z Lubelszczyzny badają poziom ekspozycji mieszkańców regionu na glifosat oraz jego związek z markerami stanu zapalnego, takimi jak interleukiny IL-1β, IL-6 i TNF-α. Glifosat to najpowszechniej stosowany herbicyd na świecie – jego globalne zużycie ma osiągnąć 920 tys. ton rocznie do 2025 roku, a w USA wykrywalny jest w moczu co najmniej 60% populacji. Polska, gdzie ponad 60% powierzchni użytkowej stanowią pola uprawne, jest szczególnie narażona na kontakt z tą substancją. Dotychczasowe badania wskazują na związek glifosatu ze stresem oksydacyjnym, stłuszczeniem wątroby i zaburzeniami metabolicznymi, jednak dane dotyczące populacji polskiej są wciąż ograniczone.
Glifosat – wszechobecny herbicyd, który budzi coraz większy niepokój
Glifosat, znany chemicznie jako N-(fosfonometylo)glicyna, to najpowszechniej stosowany herbicyd (środek chwastobójczy) na świecie. Wprowadzony na rynek w 1974 roku, przez pół wieku zdominował rolnictwo na wszystkich kontynentach. Jego globalne zużycie rośnie w zawrotnym tempie – szacuje się, że do 2025 roku osiągnie około 920 tysięcy ton rocznie. Preparaty na bazie glifosatu stosuje się w około 140 krajach, zarówno na wielkich polach uprawnych, jak i w przydomowych ogródkach.[1][2]
Polska należy do krajów, w których ponad 60% powierzchni użytkowej zajmują pola uprawne, a wykorzystanie pestycydów w rolnictwie stale rośnie. Glifosat działa poprzez blokowanie enzymu obecnego w roślinach, grzybach i niektórych mikroorganizmach, ale nieobecnego u zwierząt – co początkowo dawało poczucie bezpieczeństwa. Tymczasem jego pozostałości wykrywane są dziś w wodzie pitnej, glebie, powietrzu, paszach, a nawet w piwie i płatkach śniadaniowych dla dzieci. W Stanach Zjednoczonych co najmniej 60% populacji ma wykrywalny glifosat w moczu, a w Europie – choć średnie stężenia są niższe – substancja ta jest powszechnie obecna w organizmach zarówno dorosłych, jak i dzieci.[2][3][4]
Kontrowersje naukowe – czy glifosat jest bezpieczny?
Wokół glifosatu toczy się jeden z najgorętszych sporów naukowych ostatnich dekad. W 2015 roku Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC), działająca przy Światowej Organizacji Zdrowia, zaklasyfikowała glifosat jako substancję “prawdopodobnie rakotwórczą dla ludzi” (grupa 2A), opierając się na dowodach z badań na zwierzętach i ograniczonych danych dotyczących ludzi. Jednak w tym samym roku Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), a w 2017 roku amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA), uznały, że glifosat “prawdopodobnie nie stanowi zagrożenia rakotwórczego dla ludzi”. W 2022 roku Europejska Agencja Chemikaliów (ECHA) potwierdziła, że nie ma podstaw naukowych do klasyfikacji glifosatu jako kancerogenu. Mimo tych rozbieżności, w listopadzie 2023 roku Komisja Europejska przedłużyła zezwolenie na stosowanie glifosatu na kolejne 10 lat.[2][5][6]
Niezależnie od sporu o rakotwórczość, coraz więcej badań wskazuje na inne potencjalne zagrożenia. Glifosat powiązano z zaburzeniami metabolicznymi, neurologicznymi, reprodukcyjnymi i autoimmunologicznymi. Wykazano, że może przenikać przez łożysko i przedostawać się do mleka matki. W badaniach na zwierzętach nawet bardzo niskie dawki preparatów na bazie glifosatu powodowały uszkodzenia wątroby i nerek, a także istotny wzrost poziomu markerów zapalnych – takich jak interleukiny IL-1β, IL-6 oraz czynnik martwicy nowotworu TNF-α (białka sygnalizujące stan zapalny w organizmie).[1][2]
Co wiemy o wpływie glifosatu na zdrowie człowieka?
Stres oksydacyjny – czyli nadmiar szkodliwych reaktywnych form tlenu uszkadzających komórki – jest najczęściej opisywanym mechanizmem toksyczności glifosatu w literaturze naukowej. Preparaty handlowe zawierające glifosat okazują się przy tym bardziej toksyczne niż sam glifosat, ponieważ zawierają dodatkowe substancje pomocnicze (surfaktanty), które ułatwiają przenikanie do komórek.[6]
Szczególnie niepokojące są doniesienia dotyczące wątroby. Systematyczny przegląd badań wykazał istotne dowody na związek między ekspozycją na glifosat a rozwojem niealkoholowej stłuszczeniowej choroby wątroby (NAFLD) – schorzenia polegającego na nadmiernym gromadzeniu tłuszczu w wątrobie. W amerykańskim badaniu populacyjnym stwierdzono pozytywną zależność między stężeniem glifosatu w moczu a wskaźnikiem stłuszczenia wątroby, przy czym zależność ta była silniejsza u kobiet i osób w wieku 40-60 lat. U osób z potwierdzoną biopsją zaawansowaną postacią stłuszczeniowego zapalenia wątroby (NASH) stwierdzono wyższe stężenia glifosatu w moczu niż u osób zdrowych.[1][7]
Badania epidemiologiczne wskazują również na potencjalne zagrożenia dla kobiet w ciąży i dzieci. W Portoryko wykryto związek między stężeniem glifosatu w moczu ciężarnych kobiet a zwiększonym ryzykiem porodu przedwczesnego. Z kolei w amerykańskim badaniu kohortowym glifosat wykryto u 99% ciężarnych kobiet, a wyższe stężenia w pierwszym trymestrze wiązały się z niższą masą urodzeniową noworodków.[5][8]
Jednocześnie naukowcy podkreślają poważne ograniczenia dotychczasowej wiedzy. Większość danych pochodzi z badań na zwierzętach lub z eksperymentów laboratoryjnych na komórkach, a nie z długoterminowych obserwacji ludzi. Istniejące badania populacyjne mają najczęściej charakter przekrojowy – pokazują migawkę, a nie długofalowe skutki narażenia. Co więcej, większość programów biomonitoringu (czyli systematycznego mierzenia poziomu substancji chemicznych w organizmach ludzi) prowadzona jest w krajach wysoko rozwiniętych, co tworzy znaczącą lukę danych w innych regionach świata.[5][6]
Polska luka – dlaczego potrzebujemy badań z Lubelszczyzny
W Polsce sytuacja jest szczególnie niepokojąca pod względem braku danych. Jak wynika z interpelacji poselskiej, w naszym kraju nie istnieją normy dopuszczalnej zawartości glifosatu w tkankach i płynach ustrojowych człowieka – w przeciwieństwie np. do Niemiec, gdzie norma na zawartość glifosatu w moczu wynosi 0,5 ng/ml. Badania poziomu glifosatu w organizmie nie są refundowane przez NFZ, a rodzice, którzy chcą zbadać swoje dzieci, muszą robić to na własny koszt.[9]
Tę lukę wiedzy ma pomóc wypełnić projekt realizowany na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie, finansowany przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach programu “Perły Nauki”. Projekt pod kierownictwem Kai Karakuły z Zakładu i Katedry Medycyny Sądowej jest realizowany w latach 2023-2026, a jego budżet wynosi blisko 240 tysięcy złotych.[10]
Badacze z Lublina mierzą stężenie glifosatu i jego metabolitu (produktu przemiany w organizmie) w różnych próbkach biologicznych pobranych od dwóch grup uczestników – różniących się miejscem zamieszkania i ryzykiem narażenia zawodowego. Projekt uwzględnia przy tym zmienność sezonową (próbki pobierane w różnych porach roku) oraz rodzaj diety uczestników. To istotne, ponieważ badania z innych krajów wykazały, że osoby spożywające żywność ekologiczną mają znacząco niższe stężenia glifosatu w moczu niż osoby jedzące produkty konwencjonalne.[1][10]
Szczególnie wartościowym elementem projektu jest próba powiązania poziomu ekspozycji na glifosat z występowaniem przewlekłego stanu zapalnego o niewielkim nasileniu. Taki stan zapalny – trudny do wykrycia bez specjalistycznych badań – jest uznawany za czynnik sprzyjający rozwojowi wielu chorób cywilizacyjnych. Badania eksperymentalne na zwierzętach już wykazały, że glifosat może podnosić poziom markerów zapalnych w wątrobie i tkance tłuszczowej, ale brakuje danych potwierdzających ten związek u ludzi w warunkach codziennej, niskiej ekspozycji.[7][10]
Dlaczego to badanie ma znaczenie
Projekt z Lubelszczyzny wpisuje się w globalną potrzebę lepszego zrozumienia rzeczywistego narażenia ludzi na glifosat. Pomimo że herbicyd ten jest stosowany od pół wieku, wciąż nie mamy wystarczających danych o jego długofalowym wpływie na zdrowie – szczególnie w populacjach takich jak polska, gdzie systematyczny biomonitoring praktycznie nie istnieje. Wyniki badań z Lublina mogą dostarczyć pierwszych solidnych danych o ekspozycji na glifosat w polskiej populacji, uwzględniając specyfikę naszego rolnictwa, diety i warunków życia. W dłuższej perspektywie takie dane mogą stanowić podstawę do opracowania krajowych norm i rekomendacji zdrowotnych – czegoś, czego Polsce wciąż brakuje.






















Dodaj komentarz